poniedziałek, 5 listopada 2012

I powiedz mi czy wciąż go kochasz.
Gdy wiesz, że nic nie jest takie jak chcesz
I nie będzie już jak chcesz by było
I teraz gdy już wiesz, że on nie jest tym kim chcesz.
Czy wierzysz w miłość?

I gdy poślą go do piekła niech płonie i nim lawa strawić go zdoła,
To czy skoczysz za nim w ogień lub chociaż pójdziesz by mu otrzeć pot z czoła?
I gdy upadnie to będziesz przy nim zawsze?
Nawet mimo zdania tłumu, cóż.
I wciąż będziesz z niego dumna
Gdy wiesz, że on dziś chla na umór znów
A kiedy pójdzie na dno i zdasz sobie sprawę, że juz nie ma szans,
To czy pójdziesz za nim w bagno czy raczej odejdziesz tak jak eva hart?

Wiem, że wymarzyłaś przyszłość mu,
Nie szukaj winnych na przymus
To złośliwy los zniszczył wszystko znów
Gdy on obrał inny azymut

Patrzysz jak podąża dziś za pasją.
Mówią, że to dziwki, koks, melanż
Do celu dojdzie jeden z nich na sto,
Najczęściej ci co przyszli cos sprzedac
I wiem, że to łamie ci serce
Gdy szukasz go przy niedzielnym stole
Bo chcesz dla niego czegos więcej niż
Kac, depresja i zmarszczki na czole
Czujesz z nim ból i radosc
Czujesz moc i słabość
I choc nie dorósł do twych marzeń
Czy jestes z niego dumna...
Poeta napisałby tom wierszy dla Ciebie,
ja nim nie jestem, ale piszę wersy dla Ciebie,
przechowuję w głowie jasny portret Twój,
i tysiąc słów, a kiedyś Ci powiem że...
Chociaż serce czasem zimne jak bruk nad ranem,
a rozum chce je zagłuszyć i mówić za nie,
nie czas na racjonalność,
to zbrodnia emocje tłumić,
a mi jak Skaldom wszystko mówi że... "I'm In Love"
Nawet jeśli w tej minucie tylko,
a jutro obudzimy się obok wiedząc,
że noc to było wszystko i nic, nikogo nie wiń za to,
bo do miłości nie potrzeba czasu a namiętności,
i jeśli to jednak start choć nie umiem myśleć o jutrze,
wiem że jutro też chcę budząc się widzieć Twój uśmiech,
choć pewnie łóżko będzie puste, serce pełne,
całuję Twoje zdjęcie...

Jeśli chcesz wiedzieć coś o mnie to coś Ci zdradzę,
miłość dla mnie to huśtawka która stoi w równowadze,
bo chcę Cię z każdą wadą, nic nie zmienię,
mój narkotyku, mój tlenie,
nie jestem sam kiedy bębny grają, to kłamstwo,
bo potrzebuję Ciebie jesteś moją inspiracją,
jedno dno, brak intryg, pułapek, brak gier, brak masek,
Ty śpisz ja się patrzę,
słuchaj, to ważne zostań tu ja Ci włączę,
film Spike'a Lee w którym Danzel gra na trąbce,
dowiesz się więcej, czemu znikam na długie dni,
i czym dla mnie jest muzyka,
wiem że słowa mają moc której należy się szacunek,
ale gdy mówię wszechświecie, uwierz mi wiem co mówię,
trzydzieści dwa wersy nigdy wcześniej, nic później,
bo ja kocham a nie mówię.

Chciałbym wierzyć że o wiedzy płeć nie decyduje,
ale niestety Ty i ja nie jesteśmy w stanie zrozumieć,
pewnych spraw, pewnych wad, drobnych głupot,
Ty chodzisz dumna jak paw, lub jesteś zimną suką,
a nie załatwia się spraw wciąż się kłócąc,
uciekając w świat braw lub wciągając dym w płuco,
jestem świadom swoich wad ale Ty też popatrz w lustro,
jeśli dni te trafił szlag, nie łudź się, nie wrócą,
to hotel Savoy, część kolejna bo dni te trafił szlag,
a przyszłość jest ale już bez nas, smoking kingsajz,
szyba mokra, noc, ja piszę bit, gra a ona śpi obok
Największy skarb to Twoja autonomia,
Twoja myśli niezależność, pomysłów symfonia,
Mózgów polifonia, i wtedy ma to sens, to jeden wers, a mógłbym pisać takie co dnia.
I dobrze wiesz, bo znasz swą siłę na wylot.
Co by świat Ci nie zrobił, tam zawsze będzie się paliło.
Posłuchaj, mam trochę myśli, chcesz słuchać?
Pierwsze czego nie chcę to do czegokolwiek zmuszać.
Czasem gentleman, ale widzisz sama, że to raczej prosty koleś kontra first dama.
To jak sztama na dzisiejszą noc nie miej boja.
centrum, spacer, pozwolisz mi wybrać trasę?
Wiele słów, tematów autonomia,
Kilka godzin pod Księżycem, mózgów polifonia.
Osobowość i symfonia i wtedy ma to sens, a co powinnaś, Ty najlepiej sama wiesz.

Chcesz, sprawdź mnie, mały test na zaufanie.
Chodź ze mną na chwilę Ty to moje postrzeganie.
Chcesz, zasłoń mi oczy, ja będę szedł jak ślepiec.
A co powinnaś, to Ty już wiesz to najlepiej.
Zwykła noc spędzona w Twoim mózgu.
Obce ciała, psychicznie nadzy razem w łóżku.
I mówię szczerze, nie wiem co miałbym wybrać.
Ale nie ma różnicy, bo po tej nocy zbyt bliska.
To tylko słowa, możesz brać mnie na dystans.
Ale zobacz, po drugie nie chcę chwili wykorzystać.
A słowa to ja, nie chcę sprzedawać pomysłów.
Nie karmię Twoich potrzeb, stoję nagi pośród tych słów.
Twoje policzki tak się śmieją, oczy, nos, skóra, ja wiem, że czas i miejsce to bzdura. Kiedykolwiek w czasie i przestrzeni ze mną, jeśli chcesz, a co powinnaś wiesz na pewno.

Słyszę te bzdury na orbicie Twoich myśli.
Chamstwo bez kultury, paw z gołą dupą nie błyszczy.
Raz - tyle razy można zrobić bzdurę,
Można, ale najchętniej to już żegnałbym kulturę.
Twoja godność, moja pasja i narkotyk.
Wiem, jesteś silna, ale świętością jest dotyk.
Ja jestem obok, kłopoty won, bądź sobą.
Jedno czego chcę, to powinnaś mieć świadomość.
Mieć pewność, o tym, czego potrzebujesz.
W łóżku, przy stole, w sercu i w rozumie.
W tłumie i sama, potrzebna i niechciana.
W czasoprzestrzeni ja dla Ciebie, ja dla nas.
Ja, ważne przez konwencję i formę.
To nie autoreklama wiem, że ja to problem.
Bo widzisz, jeśli te słowa mają znaczenie,
Mamy nas pod skórą, w lustrze widzę nas nie siebie
Patrzysz na świat przez łzy, jesteśmy razem
Ja też nie raz się starałem i mimo starań przegrywałem
Wciąż gonię królika, jak wspominałem zrobię wszystko
By dogonić w końcu swoją prawdę nad ranem
A kiedy przyjdzie także po mnie będę wiedział
Że zostało tu coś po mnie, że też tworzę historię
Długie godziny nieraz w mrok patrzyłem
On patrzył na mnie, rozmawialiśmy nie jedną godzinę
Miał antidotum na to, co mnie dręczy
Mówi mi - miłość i wiedza mogą wszystko zwyciężyć
Kochaj choćbyś czuł, że żyjesz między maszynami
Miej nadzieję, ona może pokonać każdą z granic
Gdy zwątpisz siłę znajdź w ufności
W to, że miłosierdzie jest większe od waszych słabości
I wiedz, że wolność ukrywa się w każdej żyle
Lecz nie wolno niszczyć tego, czego sam nie stworzyłeś
Słucham go, staram się, chociaż często upadam
Tracę wiarę, a horyzont bardziej się oddala
Wstaję, znów upadam, tak często bezsilny
Nad ranem sam, wszystkie łzy już dawno wyschły

Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli

Nie ma recepty sam dla siebie nie mam dla was
Mam wątpliwości, mnóstwo pytań do zadania
Będę chodził i pytał, może ktoś wie więcej
Może, może uczucia jednak są błogosławieństwem
Często nie rozumiem dopóki nie stracę
Wiele razy się cofałem, skumplowałem się ze strachem
Wesz ile momentów, zwątpienia chwil?
Pełnych rąk drżenia, chcę, lecz nic nie pozmieniam
W cieniach kryje się prawda, do której pragnę docierać
Z każdym dniem coraz bliżej człowieka
I nie zwlekam, bo ten świat prawie się rozleciał
Tysiące stron nim wzrok zgaśnie jak świeca
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Dlatego staram się nadwrażliwość oswoić
Uczuć nie umiem poskromić, Marna szansa
Bo one czynią mnie człowiekiem, mimo, że to boli
Wielu z nas wciąż boi się, pokazać, że coś czuje
Dla wielu z nas łzy to hańba
Tak, to żenujące, kiedy łez nie kontrolujesz
Ale kto w kwietniu bał się pokazać, co czuje?
Cały czas pielęgnuję świat wokół mnie i we mnie
Buduję swój dom, w którym czuję się bezpiecznie
Rozum składa w całość dom z marzeń i uczuć
To solidny dom, choć na fundamencie ze smutku
Mam w nim, szafę pełną wspomnień i strachu
I siniaków z czasów, gdy wojnę wypowiadałem światu
Zamknięta szafa, pewnie spalę jej zawartość
Dzięki niej jestem tutaj, wspomnień niszczyć nie warto
Już rano, patrzę znowu na świat parszywy
Łez już nie mam, dużo viv wiecznie żywych

Wiesz, prześladuje mnie ten sen już od dawna
Widzę cierpienie i nie mogę nic zrobić
Ból, na wrażliwość nie ma żadnego lekarstwa
Mamy uczucia i dlatego życie tak boli